Pogotowie: Sam zrób reanimację
2009-09-06
, aktualizacja: 06.09.2009 21:48
Gdyby pewna łodzianka reanimowała swoją matkę według instrukcji dyspozytorki pogotowia, kobieta miałaby szansę przeżyć. Spanikowana córka odmówiła. Teraz grozi jej zarzut nieudzielenia pomocy.
ZOBACZ TAKŻE
- Trzej młodzi ludzie ocalili człowieka (01-09-09, 12:04)
- Reanimacja nie pomogła (04-05-09, 21:21)
- Kara za błędną diagnozę (28-04-09, 20:35)
- Pomoc lekarska w nocy na pół gwizdka (02-04-09, 00:00)
- 300 zł grzywny za telefon ws. dyspozytorki (17-03-09, 17:00)
W Łodzi reanimacje przez telefon prowadzone są po pięć, sześć razy dziennie. Dr Paweł Goździk, szef biura wezwań w łódzkim pogotowiu, wylicza, że co druga taka akcja kończy się sukcesem.
Za często jednak wzywający pomocy odmawiają wykonywania poleceń dyspozytora.
Nagranie z pogotowia sprzed kilkunastu dni:
W słuchawce krzyk: Szybko pogotowie...
Dyspozytorka: Co się dzieje?
Znów słyszy krzyk przerażonej kobiety: Proszę pani, moja mama jest nieprzytomna.
Dyspozytorka: Oddycha?
Zamiast odpowiedzi kolejny krzyk.
Dyspozytorka: Proszę mamę potrząsnąć za ramiona.
- Mamo! Otwórz oczy...
Dyspozytorka: Wizyta jest przyjęta. Karetka będzie za kilkanaście minut. A teraz proszę położyć mamę na plecach i odgiąć jej głowę do tyłu.
- Nie...
Dyspozytorka, stanowczo: Zrobi to pani! Proszę zgiąć pacjentce ręce i położyć na środku klatki piersiowej.
- Nie...
Dyspozytorka: Trzydzieści uciśnięć na klatkę piersiową i jeden oddech...
- Ale ona wymiotuje... Mamo, oddychaj! (znów krzyk).
Dyspozytorka, bardzo stanowczo: Miała pani uciskać, a nie krzyczeć.
Niestety, kobiety nie udało się przekonać do reanimacji. Kiedy po 20 minutach na miejsce dotarła karetka, lekarz stwierdził zgon chorej.
Teraz rozżalona córka skarży się, że była nakłaniana do reanimacji, choć nie potrafi tego robić. Pyta, czy to nieodpowiedzialna inicjatywa dyspozytorki, czy kolejny nowatorski pomysł łódzkiego pogotowia? Złożyła skargę na pracownicę.
W odpowiedzi pogotowie poinformowało ją, że to ona może odpowiadać karnie za nieudzielenie pomocy.
Za często jednak wzywający pomocy odmawiają wykonywania poleceń dyspozytora.
Nagranie z pogotowia sprzed kilkunastu dni:
W słuchawce krzyk: Szybko pogotowie...
Dyspozytorka: Co się dzieje?
Znów słyszy krzyk przerażonej kobiety: Proszę pani, moja mama jest nieprzytomna.
Dyspozytorka: Oddycha?
Zamiast odpowiedzi kolejny krzyk.
Dyspozytorka: Proszę mamę potrząsnąć za ramiona.
- Mamo! Otwórz oczy...
Dyspozytorka: Wizyta jest przyjęta. Karetka będzie za kilkanaście minut. A teraz proszę położyć mamę na plecach i odgiąć jej głowę do tyłu.
- Nie...
Dyspozytorka, stanowczo: Zrobi to pani! Proszę zgiąć pacjentce ręce i położyć na środku klatki piersiowej.
- Nie...
Dyspozytorka: Trzydzieści uciśnięć na klatkę piersiową i jeden oddech...
- Ale ona wymiotuje... Mamo, oddychaj! (znów krzyk).
Dyspozytorka, bardzo stanowczo: Miała pani uciskać, a nie krzyczeć.
Niestety, kobiety nie udało się przekonać do reanimacji. Kiedy po 20 minutach na miejsce dotarła karetka, lekarz stwierdził zgon chorej.
Teraz rozżalona córka skarży się, że była nakłaniana do reanimacji, choć nie potrafi tego robić. Pyta, czy to nieodpowiedzialna inicjatywa dyspozytorki, czy kolejny nowatorski pomysł łódzkiego pogotowia? Złożyła skargę na pracownicę.
W odpowiedzi pogotowie poinformowało ją, że to ona może odpowiadać karnie za nieudzielenie pomocy.
Dr Goździk: - Dziwne, że musimy się tłumaczyć. Zrobiliśmy, co trzeba. Wezwanie było w godzinach komunikacyjnego szczytu. Karetka musiała jechać na Chojny. Najbliższa wolna była przy ul. Sienkiewicza. Ale nawet gdyby mogła dojechać szybciej, dyspozytorka zrobiłaby dokładnie to samo. Taki ma obowiązek. I nie jest to żaden nowy pomysł, tylko wymogi ustawy o ratownictwie medycznym.
W pogotowiu telefony odbierają profesjonalnie wyszkoleni ratownicy. Nieraz ratowali ludzi i wiedzą, jak skutecznie poprowadzić reanimację. Mimo to prawie zawsze wzywający pomocy początkowo nie chcą wykonywać ich poleceń. - Ludzie boją się, często brzydzą. Ale w 90 proc. udaje się nam ich przekonać - mówi dr Goździk. - Czasem trudno przebić się przez histeryczny krzyk. Szczególnie gdy dzwonią rodzice małych dzieci. Dlatego dyspozytorzy są bardzo stanowczy. Nie dyskutują, tylko wydają polecenia. Mogą nawet wydawać się niegrzeczni, ale chodzi o to, by nie tracić czasu na zbędne dyskusje.
Według prawa wzywający pomocy nie może odmówić wykonania poleceń pracownika pogotowia. Gdy odmówi, poniesie konsekwencje. Może nawet usłyszeć od prokuratora zarzut nieudzielenia pomocy.
W pogotowiu wspominają przypadek pewnego policjanta. Odmówił współpracy przy ratowaniu. Był na miejscu wypadku. Z auta wypadło dziecko w foteliku. Wskutek szoku przestało oddychać. A wystarczyło je klepnąć w plecy. Uratowało je to, że w pobliżu była karetka. Funkcjonariusz został wyrzucony z pracy.
Innym razem pomóc nie chciał student medycyny. Wezwał karetkę do nieprzytomnego człowieka leżącego na targowisku przy ul. Tatrzańskiej. Najpierw odmówił dyspozytorowi, który kazał mu sprawdzić, czy człowiek oddycha. Kiedy ratownik go do tego zmusił, okazało się, że trzeba prowadzić reanimację. Ale student zdecydowanie odmówił, bo - jak twierdził - nie miał jeszcze z tego zajęć. Kiedy karetka przyjechała na miejsce, człowiek nie żył. Pogotowie nie złożyło doniesienia, by nie rujnować studentowi życia, zwłaszcza że chłopak zrozumiał swój błąd.
Teraz jednak pogotowie zapowiada: - Jeśli ktoś nie udzieli pomocy nieprzytomnemu, od razu będzie tłumaczyć się przed prokuratorem.
adam.czerwinski@lodz.agora.pl
W pogotowiu telefony odbierają profesjonalnie wyszkoleni ratownicy. Nieraz ratowali ludzi i wiedzą, jak skutecznie poprowadzić reanimację. Mimo to prawie zawsze wzywający pomocy początkowo nie chcą wykonywać ich poleceń. - Ludzie boją się, często brzydzą. Ale w 90 proc. udaje się nam ich przekonać - mówi dr Goździk. - Czasem trudno przebić się przez histeryczny krzyk. Szczególnie gdy dzwonią rodzice małych dzieci. Dlatego dyspozytorzy są bardzo stanowczy. Nie dyskutują, tylko wydają polecenia. Mogą nawet wydawać się niegrzeczni, ale chodzi o to, by nie tracić czasu na zbędne dyskusje.
Według prawa wzywający pomocy nie może odmówić wykonania poleceń pracownika pogotowia. Gdy odmówi, poniesie konsekwencje. Może nawet usłyszeć od prokuratora zarzut nieudzielenia pomocy.
W pogotowiu wspominają przypadek pewnego policjanta. Odmówił współpracy przy ratowaniu. Był na miejscu wypadku. Z auta wypadło dziecko w foteliku. Wskutek szoku przestało oddychać. A wystarczyło je klepnąć w plecy. Uratowało je to, że w pobliżu była karetka. Funkcjonariusz został wyrzucony z pracy.
Innym razem pomóc nie chciał student medycyny. Wezwał karetkę do nieprzytomnego człowieka leżącego na targowisku przy ul. Tatrzańskiej. Najpierw odmówił dyspozytorowi, który kazał mu sprawdzić, czy człowiek oddycha. Kiedy ratownik go do tego zmusił, okazało się, że trzeba prowadzić reanimację. Ale student zdecydowanie odmówił, bo - jak twierdził - nie miał jeszcze z tego zajęć. Kiedy karetka przyjechała na miejsce, człowiek nie żył. Pogotowie nie złożyło doniesienia, by nie rujnować studentowi życia, zwłaszcza że chłopak zrozumiał swój błąd.
Teraz jednak pogotowie zapowiada: - Jeśli ktoś nie udzieli pomocy nieprzytomnemu, od razu będzie tłumaczyć się przed prokuratorem.
adam.czerwinski@lodz.agora.pl
- 228 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
52 głosy
-
Pogotowie: Sam zrób reanimację
wybierz_albo_wpisz_nowy
07.09.09, 08:21
Po przeczytaniu tego artykułu to aż strach wzywac pogotowie. Chcesz dobrze, dzwonisz na karetkę, i jeszcze zaczną cię ciągać po sądach:/»
-
Dobrze wiedzieć
machis
07.09.09, 08:35
Teraz to wezwę karetkę tylko jeżeli coś się stanie komuś z moich bliskich. Dlajakiegoś zarzyganego żula nie ma co ryzykować oskarżenia»
-
Idiotyzm!
kmrp
07.09.09, 11:27
Zdaje się, że nie zawsze jest możliwość przełączenia telefonu w trybgłośnomówiący i nie zawsze jest to telefon przenośny, komórkowy, czybezprzewodowy. I nie zawsze osoba wymagająca pomocy »




