Czytelnicy:koty cierpią w sklepowych klatkach
2009-09-01
, aktualizacja: 01.09.2009 21:05
Sklep zoologiczny w Centrum Handlowym Tulipan przy al. Piłsudskiego. Na środku stoi klatka, a w niej trzy malutkie kotki.
- Wiem, że tam wystawiają na sprzedaż zwierzęta w klatkach. Dlatego omijam to straszne miejsce szerokim łukiem - mówi pani Joanna, która zadzwoniła do "Gazety". - Ale wczoraj nie mogłam tak po prostu obojętnie przejść. Z odległości kilkudziesięciu metrów było słychać przeraźliwe wrzaski. Aż ciarki przechodziły po plecach. Zajrzałam do środka i zobaczyłam klatkę z kotkami. To one tak hałasowały. Były w potwornym stresie. Minęła chwila, nim ktoś się nimi zajął.
O opinię o kociej adopcji w markecie poprosiliśmy weterynarz Joanne Rabiegę. - Mnie też nie podoba się taki pomysł na handel zwierzętami - mówi. - Bo jeśli kot w klatce będzie się długo męczył, może zachorować i zdechnąć. Dlatego swojego zwierzaka nie oddałabym do takiego sklepu. Ale wiem, że ze znalezieniem domu, szczególnie dla małych kotków jest duży problem. Często przychodzą do mnie ludzie i proszą, żeby w tym pomóc, bo nie ma chętnych do adopcji kociaka. Dlatego nawet kilka dni w sklepowej klatce to mimo wszystko lepsza alternatywa, niż schronisko.
- Właśnie dlatego przyjmujemy od ludzi te kotki - mówi Ewelina Czekaj ze sklepu, w którym kociaki czekają na adopcję. Po południu były w dużo lepszej kondycji, niż rano, gdy widziała je nasza Czytelniczka.
- Z jednej strony przychodzą do las ludzie, którzy nie maja co zrobić z dachowcami, a z drugiej inni o małe kotki pytają - opowiada sprzedawczyni. - Obydwu stronom stawiamy warunki. Kotki do adopcji muszą być zdrowe, odrobaczone, z książeczką od weterynarza. Ci, którzy na zwierzę się decydują powinni kupić choćby symboliczną wyprawkę. Bo chcemy, żeby mieli świadomość, że zwierzę to nie zabawka i jego utrzymanie kosztuje.
Naszą czytelniczkę zbulwersowało coś jeszcze. W sklepie jest informacja, że kotki można adoptować za złotówkę. Ale trzeba jeszcze wziąć wyprawkę. Co najmniej za 30 zł. To nie w porządku, że sklep w ten sposób zarabia.
Ewelina Czekaj: - Pyta Pan, czy zarabiamy na tych wyprawkach? To naprawdę dla nas żaden interes. Musimy karmić te koty i się nimi opiekować. A że czasem miauczą? Może nie jest im za wygodnie w klatce, ale długo u nas nie będą się męczyć. W poniedziałek było ich pięć, dziś są już trzy.
Komentarz
O kociej adopcji wiem co nieco. Cztery lata temu przygarnąłem kotkę. I mimo że robiłem, co mogłem, przez kilka dni wyglądała jak kłębek nieszczęść. Prawdopodobnie po przeprowadzce przeżywała podobny stres jak kociaki z marketu. Została oderwana od matki, znalazła się w obcym miejscu, wśród nieznajomych. I jeszcze musiała sobie poradzić z dorosłym psem, któremu nie w smak była kocia konkurencja. Wyprawka pochłonęła dużo więcej niż 30 zł. Ale nie narzekałem. Nawet wtedy, kiedy w szafie w sypialce Toffi urodziła małe. Znalazłem dom aż dla siedmiu kociaków. Nie było łatwo. Jednego wiozłem ponad 100 kilometrów za Łódź. Długo będę pamiętał tę podróż. Zwierzątko miauczało tak przeraźliwie, że krajało się serce. Pewnie nawet bardziej niż pani Joannie, która usłyszała miauczenie w markecie. Jednego jestem pewien - na ósmego kociaka amatora bym nie znalazł. Do sklepu bym go nie oddał. Ale też nie potępiałbym tych, którzy pomagają znaleźć kotom nowy dom. Nawet jeśli droga do niego nie jest usłana różami.
O opinię o kociej adopcji w markecie poprosiliśmy weterynarz Joanne Rabiegę. - Mnie też nie podoba się taki pomysł na handel zwierzętami - mówi. - Bo jeśli kot w klatce będzie się długo męczył, może zachorować i zdechnąć. Dlatego swojego zwierzaka nie oddałabym do takiego sklepu. Ale wiem, że ze znalezieniem domu, szczególnie dla małych kotków jest duży problem. Często przychodzą do mnie ludzie i proszą, żeby w tym pomóc, bo nie ma chętnych do adopcji kociaka. Dlatego nawet kilka dni w sklepowej klatce to mimo wszystko lepsza alternatywa, niż schronisko.
- Właśnie dlatego przyjmujemy od ludzi te kotki - mówi Ewelina Czekaj ze sklepu, w którym kociaki czekają na adopcję. Po południu były w dużo lepszej kondycji, niż rano, gdy widziała je nasza Czytelniczka.
- Z jednej strony przychodzą do las ludzie, którzy nie maja co zrobić z dachowcami, a z drugiej inni o małe kotki pytają - opowiada sprzedawczyni. - Obydwu stronom stawiamy warunki. Kotki do adopcji muszą być zdrowe, odrobaczone, z książeczką od weterynarza. Ci, którzy na zwierzę się decydują powinni kupić choćby symboliczną wyprawkę. Bo chcemy, żeby mieli świadomość, że zwierzę to nie zabawka i jego utrzymanie kosztuje.
Naszą czytelniczkę zbulwersowało coś jeszcze. W sklepie jest informacja, że kotki można adoptować za złotówkę. Ale trzeba jeszcze wziąć wyprawkę. Co najmniej za 30 zł. To nie w porządku, że sklep w ten sposób zarabia.
Ewelina Czekaj: - Pyta Pan, czy zarabiamy na tych wyprawkach? To naprawdę dla nas żaden interes. Musimy karmić te koty i się nimi opiekować. A że czasem miauczą? Może nie jest im za wygodnie w klatce, ale długo u nas nie będą się męczyć. W poniedziałek było ich pięć, dziś są już trzy.
Komentarz
O kociej adopcji wiem co nieco. Cztery lata temu przygarnąłem kotkę. I mimo że robiłem, co mogłem, przez kilka dni wyglądała jak kłębek nieszczęść. Prawdopodobnie po przeprowadzce przeżywała podobny stres jak kociaki z marketu. Została oderwana od matki, znalazła się w obcym miejscu, wśród nieznajomych. I jeszcze musiała sobie poradzić z dorosłym psem, któremu nie w smak była kocia konkurencja. Wyprawka pochłonęła dużo więcej niż 30 zł. Ale nie narzekałem. Nawet wtedy, kiedy w szafie w sypialce Toffi urodziła małe. Znalazłem dom aż dla siedmiu kociaków. Nie było łatwo. Jednego wiozłem ponad 100 kilometrów za Łódź. Długo będę pamiętał tę podróż. Zwierzątko miauczało tak przeraźliwie, że krajało się serce. Pewnie nawet bardziej niż pani Joannie, która usłyszała miauczenie w markecie. Jednego jestem pewien - na ósmego kociaka amatora bym nie znalazł. Do sklepu bym go nie oddał. Ale też nie potępiałbym tych, którzy pomagają znaleźć kotom nowy dom. Nawet jeśli droga do niego nie jest usłana różami.
- 22 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
W schroniskach cierpią bardziej...niestety
lew_konia
02.09.09, 09:17
www.youtube.com/watch?v=ayI3I-SdRPcTe kociaki nie sa szczęśliwe w sklepowej klatce, ale też cierpią w przepełnionych schroniskach.Takie rozwiązanie nazywa się mniejsze zło.Najlepszym »
-
Czytelnicy:koty cierpią w sklepowych klatkach
morane
02.09.09, 12:03
a kot z miasta Łodzi pochodzi, z centralnej Polski ;-) A że w klatce ? To niby gdzie mają być trzymane, łazić po sklepie, żebynieuważny klient zdeptał ? Każde stworzenie, wyrwane ze znanego »
-
Czytelnicy:koty cierpią w sklepowych klatkach
kelko
02.09.09, 15:51
A jak sprzedawanie żywych zwierząt ma się do zapisu w ustawie, zgodnie z którym "zwierzę nie jest rzeczą"?Można argumentować, że klatka w sklepie to mniejsze zło niż schronisko czy podwórko.»




więcej zdjęć