Magistrat namawia rodziców do szkoły!
18.05.2009
, aktualizacja: 18.05.2009 18:20
Władze Łodzi już przekonują rodziców sześciolatków, by przepisywali dzieci do szkół i zrobili w przedszkolach miejsce maluchom. Jedni się zgadzają, inni nie chcą o tym słyszeć
Na początku maja informowaliśmy, że miasto chce przenieść najstarszych przedszkolaków do szkół, żeby pomieścić w przedszkolach młodsze dzieci. W marcu - gdy do łódzkich przedszkoli zgłosiło się siedemset maluchów, więcej niż jest miejsc - obiecywało co prawda dodatkowe grupy w przedszkolach, ale ostatecznie postanowiło przeprowadzić sześciolatków do podstawówek.
- Warunki w szkołach zostaną mocno zbliżone do przedszkolnych. Sześciolatki będą mieć trzy posiłki, swoją salę i opiekę do 17 - zapewniała Dorota Szafran, wicedyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Łodzi. I zapowiadała spotkania z rodzicami, na których będzie przekonywać do zamiany przedszkola na szkołę.
Kilka spotkań już było, m.in. w Szkole Podstawowej nr 34 na Widzewie. - 23 rodziców zgodziło się wypisać swoich sześciolatków z przedszkola i zapisać do mojej placówki - mówi "Gazecie" Agnieszka Błażejczyk, dyrektorka SP nr 34. Sytuacja w szkole przy ul. Ćwiklińskiej jest jednak szczególna, bo przedszkole jest w tym samym budynku. - Plusy? W szkole nie ma czesnego. Sześciolatki uczestniczą we wszystkich, również bezpłatnych, zajęciach oferowanych przez szkołę, np. sportowych, rzeźbiarskich, komputerowych. Minusy? Dwa tygodnie ferii i przerwy świąteczne, w których rodzice muszą zapewnić dzieciom opiekę - waży argumenty Błażejczyk.
Co ostatecznie przekonało rodziców? - Zapewnienia wydziału edukacji, że dostaniemy pieniądze na odpowiednie wyposażenie sali dla sześciolatków, pomoce dydaktyczne, i że będą mieć swoją świetlicę czynną do siedemnastej.
Podobne spotkanie było w SP nr 205 na Olechowie. Tam przekonywano rodziców z dwóch przedszkoli. - Udało się namówić 29 - opowiada Magdalena Bujnowicz, dyrektorka szkoły z ul. Dąbrówki. Przedstawiła im ofertę szkoły i oprowadziła po budynku. - Pokazałam sale do zabawy z dywanami i wielkimi klockami, jak w figloraju. Salę do zajęć plastycznych. Osobne wejście dla sześciolatków, osobną szatnię, osobną toaletę, a nawet salę gimnastyczną. Rodzice z zachwytu wymiękli - śmieje się pani dyrektor. Do szczęścia brakuje jej etatu dla nauczyciela, ale wydział zapewnił, że pieniądze się znajdą.
Na Olechowie w najbliższy wtorek będzie jeszcze jedno spotkanie. Tym razem zorganizują je sami rodzice. Ci przekonani - dla tych, których na zebraniu w SP nr 205 nie było. - Chcą, by do szkoły przeniosła się cała grupa sześciolatków, a ja trzymam za nich kciuki, bo na ich decyzję czeka 28 nieprzyjętych trzylatków - mówi "Gazecie" Maria Stańczyk, dyrektorka Przedszkola nr 4 przy ul. Kmicica.
Ale nie wszędzie idzie tak łatwo. - Zapraszałam rodziców na spotkanie do pobliskiej szkoły, ale gdy zaczynałam tłumaczyć, o co chodzi, mówili, że o przeprowadzce nie chcą nawet słyszeć - relacjonuje dyrektorka jednego z przedszkoli na Retkini.
Wydział edukacji UMŁ nie ujawnia, w których jeszcze przedszkolach będzie lobbować na rzecz szkół, ale wiadomo, że najwięcej maluchów nie zostało przyjętych na osiedlach sypialniach. Co jeśli rodzice sześciolatków w którymś z przedszkoli nie zgodzą się na przepisanie dzieci do szkolnych zerówek? - Do tego konkretnego przedszkola nie zostaną przyjęte młodsze dzieci z listy oczekujących - odpowiada stanowczo Szafran.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć
