Aldonie K. i innym funkcjonariuszom z komendy w Brzezinach zarzucono, że kilka lat temu zatuszowali kolizję, którą miał spowodować pijany dyrektor tamtejszego szpitala. Wczoraj w sądzie w Rawie Mazowieckiej zakończył się proces w tej sprawie. Dla siedmiorga oskarżonych prokurator zażądał kar od sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata do dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć. Wszyscy oskarżeni i ich obrońcy domagali się wyroku uniewinniającego. Tylko jedna z policjantek, która przyznała się do winy, prosiła o łagodną karę. Sąd odroczył ogłoszenie wyroku do środy.
Według prokuratury w czerwcu 2003 r. doktor K. uderzył po pijanemu samochodem w znak drogowy. Sprawę miało zatuszować dwoje wysokich oficerów brzezińskiej komendy. Zamiast kierowcy w alkotest dmuchnął policjant - wyszedł wynik 0,00. Potem sfałszowali protokół użycia alkotestu i notatki służbowe. W ten sposób oficjalnie K. zasłabł za kierownicą i stracił panowanie nad autem. Tymczasem według świadków był pijany, a biegły toksykolog ocenił, że miał dwa promile alkoholu w organizmie.
Śledczy twierdzą, że policjanci zatuszowali sprawę, aby zjednać sobie przychylność doktora K. - znanego w Brzezinach polityka Platformy Obywatelskiej i dyrektora szpitala - a także swojej szefowej Aldony K., późniejszej komendant miejskiej w Łodzi i zastępcy komendanta wojewódzkiego.
Po ujawnieniu sprawy Aldona K. sama stawiła się w prokuraturze. Początkowo częściowo potwierdziła zarzuty, ale ostatecznie nie przyznała się do winy. Dla niej - jednej z najsłynniejszych policjantek w kraju, wielokrotnie docenianej przez przełożonych - sprawa sprzed lat okazała się końcem kariery. Aldona K. została odwołana ze stanowiska i odeszła z policji. Teraz jest na emeryturze.
Podczas procesu sąd próbował ustalić, jaka była zawartości alkoholu w organizmie Jana K. Z opinii toksykologa, który wypowiadał się w czasie śledztwa, wynikało, że miał ponad dwa promile alkoholu we krwi. Dla sądu ta opinia okazała się niewystarczająca i poprosił o kolejną - tym razem z Akademii Medycznej w Poznaniu. Ale i ona nie rozwiała wątpliwości, dlatego sąd zlecił jeszcze ekspertyzę biegłym z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W sprawie jest też czwarta opinia - prywatna, wykonana na zlecenie obrony. Wynika z niej, że nie można ustalić, jaka była zawartość alkoholu w organizmie Jana K.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź