Sprawa pani Porter to wierzchołek góry lodowej?

Wioletta Gnacikowska
2009-04-22 , aktualizacja: 22.04.2009 18:58
A A A Drukuj
Przypadek prawdopodobnego wyłudzenia pieniędzy od miasta przez panią Porter nie jest odosobniony. Prawnicy odkryli, że więcej nieruchomości w Łodzi zostało wyłudzonych przez ich byłych właścicieli.
Katarzyna Napiórkowska-Dąbrowska
Fot. Julian Sojka / AG
Katarzyna Napiórkowska-Dąbrowska
ZOBACZ TAKŻE
Wszystko zaczęło się od "wpadki" Danuty Porter, spadkobierczyni właścicieli budynków przy ul. Piotrkowskiej 104 i 106, i od zamiłowania młodej prawniczki do odkrywania historii Łodzi w starych dokumentach.

Przypomnijmy. Nieruchomości należały do Kazimierza Monitza, konsula honorowego Belgii, i jego żony Stanisławy. W 1952 r. wywłaszczono ich, a budynki przejął Skarb Państwa. Po upadku komuny zajął je samorząd i dziś jest tam Urząd Miasta Łodzi.

W 2004 r. o majątek upomniała się córka Monitzów Danuta Porter, mieszkająca na stałe w Londynie. Proces trwał dwa lata. Miasto przegrało we wszystkich instancjach - właścicielką została 84-letnia pani Porter.

Urząd nie chciał płacić jej ogromnego czynszu i dogadał się, że odkupi nieruchomość za niespełna 5 mln zł. Akt notarialny podpisano w 2007 r. Ale rok temu prawnicy pani Porter wystąpili do miasta o wypłatę jeszcze 11 mln zł zaległego czynszu za lata 1997-2006.

W dokumentach był bałagan

Mniej więcej wtedy pracę w biurze prawnym urzędu zaczęła Katarzyna Napiórkowska-Dąbrowska, radca prawny. Zajęła się regulowaniem stanów prawnych nieruchomości. I właśnie jej przydzielono sprawę pani Porter. Doszła do tego, że pani Porter już raz - w 1959 r. - dostała odszkodowanie za odebranie jej nieruchomości przy ul. Piotrkowskiej. - Napisałam do Ambasady Polskiej w Londynie z pytaniem, czy Danuta Porter dostała już pieniądze od rządu brytyjskiego. Kiedy przyszła odpowiedź pozytywna z kompletem dokumentów dotyczącym tej sprawy, wszyscy byliśmy zaszokowani - mówi prawniczka.

A było tak. Po wojnie Skarb Państwa przejął znaczną liczbę nieruchomości na mocy dekretu z 8 marca 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich. W latach 50. państwo polskie zawarło umowy (tzw. układy indemnizacyjne) z różnymi państwami, m.in. Anglią, Szwajcarią, Francją, Szwecją, Danią, Kanadą, USA. Zgodnie z umową rządy tamtych państw wypłacały odszkodowania obywatelom, którzy mieli nieruchomości w Polsce. Taka osoba musiała udokumentować, że rzeczywiście utraciła majątek, a po odebraniu pieniędzy musiała zrzec się roszczeń. Potem rząd polski z tamtym rządem się rozliczał i dostawał listę z nazwiskami osób, które otrzymały niemałe pieniądze. I tu zaczynał się bałagan. Nasze Ministerstwo Finansów powinno wydać decyzję potwierdzającą prawo własności Skarbu Państwa do nieruchomości. I pani Porter powinna być wtedy wykreślona z księgi, a wpisany Skarb Państwa. Tylko że w ministerstwie dokumentów pani Porter nie było. Ambasada znalazła je dopiero w Foreign Compensation Commision (instytucja, która zajmowała się wypłatą odszkodowań za utracone majątki).

Tajemnice dawnych łodzian

- Po dochodzeniu, które przeprowadziła Kasia, zaczęliśmy pisać po całym świecie do rządów innych państw. I wtedy się okazało, że jeszcze kilkadziesiąt innych osób albo wzięło odszkodowania w latach 60. lub 70., a potem oni lub ich spadkobiercy domagali się zwrotu nieruchomości - mówi Małgorzata Szpakowska-Korkiewicz, dyrektorka biura prawnego UMŁ. Chodzi m.in. o budynki przy ul. Piotrkowskiej i przy ul. Nawrot, ale dokładnych adresów, ze względu na dobro postępowania, nie wolno ujawnić.

Może się okazać, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. Napiórkowska-Dąbrowska ściąga listy nazwisk z państw objętych międzynarodową umową. - Z Kanady przyszło 450 nieruchomości tylko w woj. łódzkim. Teraz trzeba zweryfikować, czy są wpisy do ksiąg wieczystych - wyjaśnia.

A co teraz z panią Porter? Miasto złoży doniesienie do prokuratury o wyłudzenie pieniędzy. Jednocześnie będzie się toczyć postępowanie administracyjne, które zakończy się uporządkowanie ksiąg wieczystych dotyczących Piotrkowskiej 104 i 106. Dopiero wtedy można będzie wystąpić o zwrot pieniędzy.

- My, jako gmina, która powstała niedawno, mogliśmy nie wiedzieć, że pani Porter wypłacono równowartość nieruchomości, ale ona i rodzina powinni to pamiętać. To nie była drobna kwota - mówi Szpakowska-Korkiewicz.

Napiórkowska-Dąbrowska nie chce mówić o satysfakcji ze śledztwa i z nagrody, którą dostała od prezydenta za ujawnienie sprawy. - To jest dla mnie odkrywanie historii Łodzi. Szukanie, kto tu mieszkał, co się stało z dawnymi mieszkańcami miasta, w jakich krajach osiedli dawni łodzianie - mówi z pasją.

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Ile kasy wyłudził od łodzian Kropiwnicki ? gosiakz 23.04.09, 10:51

    A w tym nienależnych podatków za nieruchomości będących własnością gminy Łódź ? Referaty finansowe w poszczególnych delegaturach mogą odpowiedzieć na takie pytanie.»