Prokuratura i ABW prowadzą śledztwo w łódzkim NFZ

Adam Czerwiński
04.02.2012 , aktualizacja: 03.02.2012 18:02
A A A Drukuj
Protest pracowników przychodni, które zostały bez kontraktów, przed siedzibą NFZ Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta Protest pracowników przychodni, które zostały bez kontraktów, przed siedzibą NFZ
Łódzka prokuratura okręgowa wszczęła śledztwo w sprawie konkursów prowadzonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Śledczy sprawdzą, czy doszło do łapownictwa, poświadczenia nieprawdy lub "niekorzystnego rozporządzenia publicznym majątkiem". Prokuratura o pomoc poprosiła Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego
Protest pracowników przychodni, które zostały bez kontraktów, przed siedzibą NFZ
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Protest pracowników przychodni, które zostały bez kontraktów, przed siedzibą NFZ
Protest pracowników przychodni, które zostały bez kontraktów, przed siedzibą NFZ
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Protest pracowników przychodni, które zostały bez kontraktów, przed siedzibą NFZ
Śledztwo to efekt czterech doniesień na NFZ złożonych w łódzkiej prokuraturze. O możliwości popełnienia przestępstwa informowali dyrektorzy wszystkich przychodni podlegających Urzędowi Miasta Łodzi, dyrektorka szpitala im. Jordana, szef łódzkiego pogotowia i prywatna przychodnia okulistyczna z Brzezin.

Ich zdaniem urzędnicy funduszu wielokrotnie złamali prawo w trakcie trwającego wciąż konkursu ofert. To przetarg publiczny, NFZ wybiera w nim placówki, którym przekaże pieniądze na leczenie łodzian.

Decyzje NFZ, które już zapadły, okazały się bolesne dla publicznych placówek. Na przykład wszystkie przychodnie podlegające UMŁ przegrały w konkursach na prowadzenie poradni specjalistycznych. W trudnej sytuacji jest też miejski szpital im. Jordana. Oddział chirurgiczny dostał jedną trzecią pieniędzy, którymi dysponował do tej pory. Z kolei pogotowie przegrało w konkursie na ratownictwo medyczne w kilku powiatach poza Łodzią.

Szpital im. Jordana i miejskie przychodnie zapowiadają zwolnienia, bo - jak tłumaczą ich szefowie - nie mogą sobie pozwolić na utrzymywanie poradni czy oddziałów, na których prowadzenie nie ma pieniędzy. Pracę mogą stracić również ratownicy z pogotowia w stacjach poza Łodzią.

Lekarze i pielęgniarki, którym grozi bezrobocie, postanowili się bronić. Przekonują, że przegrali z nieuczciwą konkurencją, która w konkursowych dokumentach nakłamała, a NFZ nie zweryfikował tego, czy deklaracje pokrywają się z rzeczywistością.

- W doniesieniach powtarza się zarzut, że dyrektor łódzkiego NFZ nie będzie prowadził obligatoryjnych kontroli nowych przychodni, które przystąpiły do konkursu - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury okręgowej. - Skarżący się zwracają uwagę, że mogło to doprowadzić do składania ofert z nieprawdziwymi informacjami.

- Mam całą teczkę z dowodami - mówi Irena Brykała, dyrektorka Miejskiej Przychodni "Lecznicza". - Moi pracownicy sprawdzali konkurencję, która z nami wygrała. Okazało się, że przychodnia, która zabrała nam kontrakt na ortopedię, ma rentgen do prześwietlania zębów. Jedna z poradni rehabilitacyjnych powstała w warzywniaku. Wiemy też, że kilka przychodni deklarowało NFZ, że przyjmują od świtu do nocy, ale pacjenci są odsyłani, bo nie ma w nich lekarzy.

Informacje dyrektor Brykały znalazły się w bardzo obszernym doniesieniu podpisanym przez wszystkich dyrektorów miejskich przychodni. Piszą oni nie tylko o oszustwach. Ich zdaniem prawo złamali również urzędnicy NFZ, którzy nie przestrzegali zapisów ustawy i zarządzeń prezesa funduszu. Wskazują m.in., że w konkursie nie traktowano równo wszystkich uczestniczących i nie przyznawano dodatkowych punktów za ciągłość świadczeń.

Poważnie zostało potraktowane również doniesienie podpisane przez Bogusława Tykę, dyrektora łódzkiego pogotowia. Sugeruje on, że w powiecie łódzkim wschodnim jego konkurenci mogli zawrzeć zmowę cenową, by wyeliminować go z gry. Z kolei w Kutnie i Łowiczu - jego zdaniem - konkurencja w podejrzany sposób zaniżyła oferty. - Za obniżenie ceny o 10 proc. można było dostać dodatkowe punkty w konkursie - mówi Tyka. - Jakim cudem oferta konkurencji była jeden procent niższa od mojej?

Prokuratura nie wyklucza, że w tym przypadku mogło dojść do łapownictwa.

Co na to NFZ? - Każdy szpital czy przychodnia, jeżeli widzi nieprawidłowości, ma prawo zgłosić je do prokuratury - mówi Beata Aszkielaniec, rzeczniczka łódzkiego NFZ. - W trakcie konkursu łódzki oddział NFZ postępował zgodnie z przepisami prawa. Jeżeli zostaniemy poproszeni przez prokuraturę o wyjaśnienia, złożymy je.

Kopania: - W najbliższym czasie będziemy zabezpieczać dokumenty i prowadzić przesłuchania.

Oprócz prokuratury kontrolę w łódzkim funduszu prowadzą NIK i centrala NFZ.

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład