Dokument o Łodzi z poczuciem humoru
2009-04-05
, aktualizacja: 06.04.2009 00:00
?Miasto płynie? Balbiny Bruszewskiej zwyciężyło na 7. Przeglądzie Filmów Studenckich ?Łodzią po Wiśle?
Zwycięski film to impresja łącząca techniki animacyjne i filmu dokumentalnego. Miała być - według autorki - "obrazem tego, co widzimy, jak idziemy rano po bułki, co dzieje się, gdy wracamy do domu ciemnymi zakamarkami albo znajdziemy na ziemi krew z nosa. Łódź to miasto specyficzne, pełne kamienic widm, które dryfują w dziwnie zagospodarowanej przestrzeni jak odarte straszydła w łachmanach, pełne ludzi, którzy dokądś zmierzają i codziennie walczą z porywistym nurtem, który napiera w przeciwną stronę".
W filmie są pełne poczucia humoru animacje i oryginalne pomysły: sklep Bied o charakterystycznym logo, kosmita odlatujący z ryneczko-bazaru, zbir w koszulce z napisem "Jogo". Nawet na wymalowanych kibolskimi inwektywami murach twórcy filmu znajdują hasła zabawne: "Limanka - centrum dowodzenia światem", "Limanka się nie myje". Nie boją się też skojarzeń negatywnych (mimo że film dofinansowano z pieniędzy na promocję Łodzi), takich jak podrygujące w rytm muzyki dzieci z beczek.
Zobacz film
Pozostałe nagrodzone etiudy to: "Tam gdzie słońce się nie śpieszy" reż. Matej Bobrik (I nagroda), "Małżonkowie", reż. Dara van Dusen (II nagroda), "Shin-lamed", reż. Mark Wegner (III). Nagrodzono także Itę Zbroniec-Zajt za zdjęcia do "Pod bluzką". Nagroda Stowarzyszenia Filmowców Polskich przypadła "Grobari" Bartka Cierlicy. A wyróżnienia: "Darkowi" Jonasa Gulbrandsena, "Historii o braku samochodu" Grzegorza Jaroszuka i "Wycinance" Grzegorza Krawca. Ten ostatni film dostał także nagrodę publiczności.
Rozmowa z Andrzejem Jakimowskim*
Jakub Wiewiórski: W poprzednich latach jurorzy "Łodzią po Wiśle" głównie komplementowali studenckie dokonania. Wyłamie się Pan?
Andrzej Jakimowski: Nie mam powodów. Poza nagrodzonymi filmami co najmniej kilka było naprawdę interesujących. Wymienię "Nocną zmianę", "Chodź do nieba serc", "Ptaki nieloty", "Koluszki blues, "Być kochaną". Zabrakło nam po prostu nagród! Ale przyznając Grand Prix, nie mieliśmy wątpliwości. "Miasto płynie" to jest rzecz rewelacyjna. Poza konkurencją! Opowiadając o Łodzi, reżyserka łączy zmysł dokumentalny z poezją, liryką i poczuciem humoru. To film, który oddycha w kinie. Gdybym go miał na płycie, chętnie pokazywałbym znajomym.
Rozumiem, więc że pełnometrażowego debiutu Balbiny Bruszewskiej nie może się Pan doczekać. Kogo jeszcze?
- Większość nagrodzonych filmów świetnie świadczy o ich twórcach. Mam tylko nadzieję, że tych debiutów doczekamy się niedługo, zanim młodzi dziś filmowcy staną się starzy i siwi.
Nie wierzę, że wszystko się jurorom podobało...
- Te filmy są takie, jacy są ludzie. Nawet wśród nagrodzonych etiud zdarzają się rzeczy, które mają pewne usterki. Ale na tym właśnie polega piękno filmów, że tak jak ich twórcy mają swoje wady. Ktoś jest pretensjonalny, a potem widać to w filmie. Ale później mu to przechodzi i robi film normalny. Dużo z tych filmów jest po prostu fajnych. Zaryzykowałbym nawet wybranie kilku i zrobienie z nich kopii dystrybucyjnej. Ja bym do kina poszedł!
* Andrzej Jakimowski - reżyser "Zmruż oczy" i "Sztuczek", przewodniczący jury "Łodzią po Wiśle"
W filmie są pełne poczucia humoru animacje i oryginalne pomysły: sklep Bied o charakterystycznym logo, kosmita odlatujący z ryneczko-bazaru, zbir w koszulce z napisem "Jogo". Nawet na wymalowanych kibolskimi inwektywami murach twórcy filmu znajdują hasła zabawne: "Limanka - centrum dowodzenia światem", "Limanka się nie myje". Nie boją się też skojarzeń negatywnych (mimo że film dofinansowano z pieniędzy na promocję Łodzi), takich jak podrygujące w rytm muzyki dzieci z beczek.
Zobacz film
Pozostałe nagrodzone etiudy to: "Tam gdzie słońce się nie śpieszy" reż. Matej Bobrik (I nagroda), "Małżonkowie", reż. Dara van Dusen (II nagroda), "Shin-lamed", reż. Mark Wegner (III). Nagrodzono także Itę Zbroniec-Zajt za zdjęcia do "Pod bluzką". Nagroda Stowarzyszenia Filmowców Polskich przypadła "Grobari" Bartka Cierlicy. A wyróżnienia: "Darkowi" Jonasa Gulbrandsena, "Historii o braku samochodu" Grzegorza Jaroszuka i "Wycinance" Grzegorza Krawca. Ten ostatni film dostał także nagrodę publiczności.
Rozmowa z Andrzejem Jakimowskim*
Jakub Wiewiórski: W poprzednich latach jurorzy "Łodzią po Wiśle" głównie komplementowali studenckie dokonania. Wyłamie się Pan?
Andrzej Jakimowski: Nie mam powodów. Poza nagrodzonymi filmami co najmniej kilka było naprawdę interesujących. Wymienię "Nocną zmianę", "Chodź do nieba serc", "Ptaki nieloty", "Koluszki blues, "Być kochaną". Zabrakło nam po prostu nagród! Ale przyznając Grand Prix, nie mieliśmy wątpliwości. "Miasto płynie" to jest rzecz rewelacyjna. Poza konkurencją! Opowiadając o Łodzi, reżyserka łączy zmysł dokumentalny z poezją, liryką i poczuciem humoru. To film, który oddycha w kinie. Gdybym go miał na płycie, chętnie pokazywałbym znajomym.
Rozumiem, więc że pełnometrażowego debiutu Balbiny Bruszewskiej nie może się Pan doczekać. Kogo jeszcze?
- Większość nagrodzonych filmów świetnie świadczy o ich twórcach. Mam tylko nadzieję, że tych debiutów doczekamy się niedługo, zanim młodzi dziś filmowcy staną się starzy i siwi.
Nie wierzę, że wszystko się jurorom podobało...
- Te filmy są takie, jacy są ludzie. Nawet wśród nagrodzonych etiud zdarzają się rzeczy, które mają pewne usterki. Ale na tym właśnie polega piękno filmów, że tak jak ich twórcy mają swoje wady. Ktoś jest pretensjonalny, a potem widać to w filmie. Ale później mu to przechodzi i robi film normalny. Dużo z tych filmów jest po prostu fajnych. Zaryzykowałbym nawet wybranie kilku i zrobienie z nich kopii dystrybucyjnej. Ja bym do kina poszedł!
* Andrzej Jakimowski - reżyser "Zmruż oczy" i "Sztuczek", przewodniczący jury "Łodzią po Wiśle"
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



