Zbadają DNA łódzkiej kultury
2011-09-06
, aktualizacja: 05.09.2011 17:13
Łódź i Toruń odpadły w wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury już w pierwszym etapie. Rozczarowanie środowiska kulturalnego było ogromne. Reprezentanci redakcji "Res Publiki Nowej" przez rok będą pracować nad założeniami polityki kulturalnej w obu miastach.
ZOBACZ TAKŻE
- Jakie były wakacje kulturalnego człowieka w Łodzi? (08-09-11, 07:00)
Rozmowa z Arturem Celińskim
Jędrzej Słodkowski: Jest pan szefem zespołu DNA Miasta. Wcześniej badaliście w kilku miastach zaangażowanie mieszkańców w starania o tytuł ESK. Czym zajmiecie się teraz?
Artur Celiński: DNA Miasta to projekt, który ma dokonać zmiany społecznej poprzez uczestnictwo twórców kultury i mieszkańców. Wymyśliliśmy metodę, dzięki której można rozmawiać i wypracowywać kulturalną politykę miejską. Nie chodzi nam o konsultacje albo kolejne niekończące się debaty. Posługujemy się metodą warsztatową i zajmujemy konkretnymi problemami. W Łodzi i Toruniu przez rok będziemy się starali wypracować założenia polityki kulturalnej, tak by były zgodne z oczekiwaniami i możliwościami twórców kultury, instytucji publicznych, niepublicznych oraz władz miasta. Chcemy zapytać mieszkańców, jakiej oni życzą sobie kultury. Zaczniemy od wąskiej grupy ekspertów i twórców, którzy są już zaangażowani w tę dyskusję, bo uczestniczyli w niej podczas starań o ESK. Liczymy na współpracę z władzami miasta i radnymi. Wyjdziemy od ogólnych haseł, aby dojść do konkretów i szczegółowych programów operacyjnych.
W raporcie "DNA Miasta: Diagnoza" po rozstrzygnięciu starań o ESK pisaliście, że zaangażowanie łodzian nie zostało wystarczająco docenione przez komisję konkursową. A jak oceniacie ostateczny werdykt?
- Wygrał Wrocław, który jest już miastem kultury. Jasne, nie ma się co Wrocławia wstydzić. Ale to jest wybór, który nas rozczarował. Nikomu się nie przysłuży, bo Wrocław ma już potencjał i pieniądze. A dla Katowic, Lublina, Łodzi byłby to ogromny impuls do zmiany. Na pewno Wrocławiowi nie przysłużyło się też zawirowanie polityczne wokół ministra Zdrojewskiego i to, że w składzie komisji oceniającej byli jego podwładni.
Czy będziecie rozmawiać z tymi ludźmi kultury, którzy przy aplikacji do konkursu o ESK nie pracowali?
- Oczywiście. Chcemy współpracować i spotykać się ze wszystkimi. Ostatnie dwa miesiące spędziliśmy na zapraszaniu do współpracy przedstawicieli instytucji kulturalnych. Byliśmy już u pani prezydent i w wydziale kultury. Podam przykład. Wiemy, że w magistracie przygotowywane są nowe zasady współpracy z organizatorami imprez kulturalnych. Być może w trakcie naszych spotkań okaże się, że instytucjom kultury brakuje ciała, w którym mogłyby się regularnie spotykać z wysokimi urzędnikami. Jeśli taka idea narodzi się w trakcie naszej pracy, zapytamy, czy sięgać po rozwiązania z innych miast, czy wypracować własne.
Macie zamiar rozmawiać z mieszkańcami. Będziecie ich zaczepiać na ulicach?
- Ludzie myślą, że kultura to teatr, muzeum, że ich na kulturę nie stać, że nie mają czasu. Chcemy pokazać, że kultura jest wszystkim, co decyduje o jakości życia w mieście. Wszystkim, co nas otacza. Na wiosnę wyjdziemy do łodzian. Na razie zakładamy zorganizowanie warsztatów w trzech dzielnicach, w lokalnych domach kultury, kawiarenkach. Ale wiemy, że nie wystarczy czekać z założonymi rękami, aż ludzie przyjdą. Jeżeli trzeba będzie zorganizować piknik i postawić wódkę, zrobimy to.
Za wódkę zapłaci Fundacja Batorego, która finansuje wasze badania?
- Nie, wódkę kupię ja.
Kim właściwie jesteście?
- Zespół DNA Miasta działa przy redakcji "Res Publiki Nowej". Od wielu lat pracujemy w kulturze, od trzech interesujemy się metodami partycypacji społecznej, czyli włączaniem mieszkańców w podejmowanie decyzji co do sposobów wydawania publicznych pieniędzy. W naszym 20-osobowym zespole są teoretycy i praktycy kultury, np. Grzegorz Piątek, który pracował nad warszawską aplikacją ESK, a także socjologowie, którzy pomagają nam przy badaniach.
W październiku zaplanowano w Łodzi Regionalny Kongres Kultury. Co sądzicie o tym pomyśle?
- To bardzo dobry pomysł. Będziemy na nim obecni jako organizatorzy warsztatów.
Wyobraźmy sobie, że jest wrzesień 2012, skończyliście prace. Co po nich zostanie?
- To zależy od tego, co się wydarzy w trakcie tego roku. Albo przedstawimy dokument opisujący pomysł na politykę kulturalną, albo założenia do takiego dokumentu, w którym byłby nakreślony kierunek, cele, metody działania i program operacyjny z datami wprowadzania w życie konkretnych rozwiązań. To nie znaczy, że miasto ma to przyjąć, decyzja zależy przecież od radnych. Poprosiliśmy jednak panią prezydent o obietnicę, że za rok wytłumaczy nam i naszym partnerom, których propozycji nie można wprowadzić w życie i dlaczego. Taką obietnicę uzyskaliśmy.
*Artur Celiński - zastępca wydawcy kwartalnika "Res Publika Nowa", szef zespołu DNA Miasta, którego zespół od 2009 r. zajmuje się angażowaniem ludzi w kulturalne życie ich miast
Jędrzej Słodkowski: Jest pan szefem zespołu DNA Miasta. Wcześniej badaliście w kilku miastach zaangażowanie mieszkańców w starania o tytuł ESK. Czym zajmiecie się teraz?
Artur Celiński: DNA Miasta to projekt, który ma dokonać zmiany społecznej poprzez uczestnictwo twórców kultury i mieszkańców. Wymyśliliśmy metodę, dzięki której można rozmawiać i wypracowywać kulturalną politykę miejską. Nie chodzi nam o konsultacje albo kolejne niekończące się debaty. Posługujemy się metodą warsztatową i zajmujemy konkretnymi problemami. W Łodzi i Toruniu przez rok będziemy się starali wypracować założenia polityki kulturalnej, tak by były zgodne z oczekiwaniami i możliwościami twórców kultury, instytucji publicznych, niepublicznych oraz władz miasta. Chcemy zapytać mieszkańców, jakiej oni życzą sobie kultury. Zaczniemy od wąskiej grupy ekspertów i twórców, którzy są już zaangażowani w tę dyskusję, bo uczestniczyli w niej podczas starań o ESK. Liczymy na współpracę z władzami miasta i radnymi. Wyjdziemy od ogólnych haseł, aby dojść do konkretów i szczegółowych programów operacyjnych.
W raporcie "DNA Miasta: Diagnoza" po rozstrzygnięciu starań o ESK pisaliście, że zaangażowanie łodzian nie zostało wystarczająco docenione przez komisję konkursową. A jak oceniacie ostateczny werdykt?
- Wygrał Wrocław, który jest już miastem kultury. Jasne, nie ma się co Wrocławia wstydzić. Ale to jest wybór, który nas rozczarował. Nikomu się nie przysłuży, bo Wrocław ma już potencjał i pieniądze. A dla Katowic, Lublina, Łodzi byłby to ogromny impuls do zmiany. Na pewno Wrocławiowi nie przysłużyło się też zawirowanie polityczne wokół ministra Zdrojewskiego i to, że w składzie komisji oceniającej byli jego podwładni.
Czy będziecie rozmawiać z tymi ludźmi kultury, którzy przy aplikacji do konkursu o ESK nie pracowali?
- Oczywiście. Chcemy współpracować i spotykać się ze wszystkimi. Ostatnie dwa miesiące spędziliśmy na zapraszaniu do współpracy przedstawicieli instytucji kulturalnych. Byliśmy już u pani prezydent i w wydziale kultury. Podam przykład. Wiemy, że w magistracie przygotowywane są nowe zasady współpracy z organizatorami imprez kulturalnych. Być może w trakcie naszych spotkań okaże się, że instytucjom kultury brakuje ciała, w którym mogłyby się regularnie spotykać z wysokimi urzędnikami. Jeśli taka idea narodzi się w trakcie naszej pracy, zapytamy, czy sięgać po rozwiązania z innych miast, czy wypracować własne.
Macie zamiar rozmawiać z mieszkańcami. Będziecie ich zaczepiać na ulicach?
- Ludzie myślą, że kultura to teatr, muzeum, że ich na kulturę nie stać, że nie mają czasu. Chcemy pokazać, że kultura jest wszystkim, co decyduje o jakości życia w mieście. Wszystkim, co nas otacza. Na wiosnę wyjdziemy do łodzian. Na razie zakładamy zorganizowanie warsztatów w trzech dzielnicach, w lokalnych domach kultury, kawiarenkach. Ale wiemy, że nie wystarczy czekać z założonymi rękami, aż ludzie przyjdą. Jeżeli trzeba będzie zorganizować piknik i postawić wódkę, zrobimy to.
Za wódkę zapłaci Fundacja Batorego, która finansuje wasze badania?
- Nie, wódkę kupię ja.
Kim właściwie jesteście?
- Zespół DNA Miasta działa przy redakcji "Res Publiki Nowej". Od wielu lat pracujemy w kulturze, od trzech interesujemy się metodami partycypacji społecznej, czyli włączaniem mieszkańców w podejmowanie decyzji co do sposobów wydawania publicznych pieniędzy. W naszym 20-osobowym zespole są teoretycy i praktycy kultury, np. Grzegorz Piątek, który pracował nad warszawską aplikacją ESK, a także socjologowie, którzy pomagają nam przy badaniach.
W październiku zaplanowano w Łodzi Regionalny Kongres Kultury. Co sądzicie o tym pomyśle?
- To bardzo dobry pomysł. Będziemy na nim obecni jako organizatorzy warsztatów.
Wyobraźmy sobie, że jest wrzesień 2012, skończyliście prace. Co po nich zostanie?
- To zależy od tego, co się wydarzy w trakcie tego roku. Albo przedstawimy dokument opisujący pomysł na politykę kulturalną, albo założenia do takiego dokumentu, w którym byłby nakreślony kierunek, cele, metody działania i program operacyjny z datami wprowadzania w życie konkretnych rozwiązań. To nie znaczy, że miasto ma to przyjąć, decyzja zależy przecież od radnych. Poprosiliśmy jednak panią prezydent o obietnicę, że za rok wytłumaczy nam i naszym partnerom, których propozycji nie można wprowadzić w życie i dlaczego. Taką obietnicę uzyskaliśmy.
*Artur Celiński - zastępca wydawcy kwartalnika "Res Publika Nowa", szef zespołu DNA Miasta, którego zespół od 2009 r. zajmuje się angażowaniem ludzi w kulturalne życie ich miast
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




