Grzegorz Blachowski: Co za system zwrotnic mamy w Łodzi, skoro może zakłócić go nawet czternastolatek?
Dr inż. Sławomir Barański*: W niektórych miejscach jest słabo zabezpieczony. Na skrzyżowaniu, na którym doszło we wtorek do wypadku, zamontowany jest system na podczerwień. Działa on na zasadzie podobnej do pilota od telewizora. Podjeżdżający do skrzyżowania motorniczy uruchamia w odpowiednim miejscu swój nadajnik. Sygnał z falami niewidocznymi dla człowieka trafia do odbiornika. Ten automatycznie przełącza zwrotnicę. To bardzo prosty system. Zresztą już o kilkunastoletniej historii.
Może właśnie zbyt prosty i zbyt stary?
- Z tego, co wiem, system z tego skrzyżowania daje jedynie sygnał do zmiany położenia zwrotnicy. Nie ma żadnych zabezpieczeń przed fałszywymi poleceniami. Współczesne systemy sterowania zwrotnicami weryfikują na przykład, czy zwrotnica jest wolna, czy w danej chwili można dokonać jej przełączenia i czy jest to zwyczajnie bezpieczne. Na tym skrzyżowaniu tego najwyraźniej nie ma.
Czy z takimi zabezpieczeniami doszłoby do wtorkowego wypadku?
- Na pewno nie. A bez nich zakłócenia sygnału może tak naprawdę dokonać każdy. Wystarczyłoby, że ktoś stanie w odpowiednim miejscu ze sprzętem na podczerwień. I wcale nie musiałby posiadać pilota używanego przez motorniczych. Taki rozkaz można wydać nawet zwykłym pilotem od telewizora albo innym sprzętem o określonej długości fali. Nawet pasażer tego tramwaju mógłby przełączyć taką zwrotnicę. Specjalnie albo przez przypadek.
* Dr inż. Sławomir Barański jest adiunktem w zespole trakcji elektrycznej Politechniki Łódzkiej
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź