Przez skrzyżowanie marszałków z prędkością żółwia

Bartłomiej Dana
15.11.2011 , aktualizacja: 15.11.2011 08:51
A A A Drukuj
Felieton. Łódź jest chyba jedynym miastem na świecie, w którym na skrzyżowanie wjeżdża się na zielonym, ale zjechać na nim już nie sposób. Może długość świecenia zielonego światła warto by dostosować do wielkości dziur w jezdni?
Dziurawe skrzyżowanie marszałków
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Dziurawe skrzyżowanie marszałków
W poniedziałek zaskoczył mnie widok "ósemki" przejeżdżającej przez skrzyżowanie Śmigłego-Rydza i Piłsudskiego. Pierwszy raz widziałem, żeby tramwaj zwolnił do prędkości ujemnej. Z jaką prędkością jechał - nie wiem. Ale kontynenty dryfują szybciej.

Wszystko przez krzywe tory tramwajowe, które na skrzyżowaniu zapadły się w asfalt tak bardzo, że niemal widziałem iskry wydobywające się spod tramwaju szorującego brzuchem o jezdnię.

Z Pesy wzrok przeniosłem na mijające mnie samochody. Kierowcy przejeżdżający przez skrzyżowanie też zwolnili. Powód? Znowu tory tramwajowe. Ale inny ich odcinek, który akurat w miejscu przejazdu samochodów wybrzuszył się i podniósł.

Z powodu torów tramwajowych, które - jak na złość - są a to za nisko, a to za wysoko, przepustowość skrzyżowania Śmigłego-Rydza i Piłsudskiego jest niemal żadna. Zresztą - nie tylko tego. Nie lepiej jest na skrzyżowaniu Franciszkańskiej i Wojska Polskiego, Wojska Polskiego i Źródłowej czy Przybyszewskiego i Kilińskiego. Sam mam wrażenie, że na każdym z tych skrzyżowań - ale na skrzyżowaniu marszałków najbardziej - zwalniam tak bardzo, że wjeżdżam na nie z samego rana, a zjeżdżam przed wieczorem.

Poniedziałek. Przede mną ciężarówka. Fura samochodu przejeżdżającego przez torowisko niebezpiecznie kiwa się to na prawo, to na lewo. Jakby jakieś potężne, niewidzialne wichry nią targały. Przynajmniej "siódemka" w skali Beauforta. Wjeżdżam na pierwszą szynę. Dobrze, że mam mocny silnik, bo nie uciągnąłby samochodu pod górę. Później zjazd - pęd w dół na złamanie karku. Już słyszę trąbiących na mnie kierowców, żebym jechał szybciej. Pewnie, sam bym chciał. Ale nie mogę. Przede mną drugi tor. Zamiast przyspieszyć, zwalniam do kilometra na godzinę. Kolejne koła samochodu pokonują kolejne szyny. Walce o przejazd przez skrzyżowanie końca nie widać.

W międzyczasie na środku skrzyżowania dopadło mnie już czerwone. Ale nic to, za mną i tak ciągnie się sznur samochodów, więc nadjeżdżający z boku i tak muszą poczekać.

Przejazd przez łódzkie skrzyżowania mógł by być krótszy. Widzę dwa rozwiązania. Pierwsze? Może drogowcy zastanowiliby się nad dostosowaniem długość świecenia się światła zielonego na skrzyżowaniach - a na skrzyżowaniu marszałków najpierw - do wielkości dziur w jezdni. I tak przestawili sygnalizację, żeby światła zmieniały się, na przykład, co jeden dzień. W poniedziałek przez skrzyżowanie przejeżdżaliby kierowcy jadący Śmigłego-Rydza, we wtorek - Piłsudskiego.

Wiem - niewykonalne. To może drugie rozwiązanie - prostsze. I w związku z nim prośba skierowana do drogowców: naprawcie w końcu to skrzyżowanie!

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 55 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład