Na zakupy bez kartki. Ale z telefonem

Joanna Blewąska
15.12.2010 , aktualizacja: 15.12.2010 11:22
A A A Drukuj
Trzej mężczyźni założyli firmę. Na czym polegał ich pomysł na biznes? Na ułatwianiu zakupów. - Bo to często zadanie panów - mówią z przekonaniem
Spółka młodych łodzian zdobyła już wiele nagród. Była chwalona i wymieniana jako "najlepsza wśród startujących" przez czasopisma i portale informatyczne. "Chip" napisał ostatnio: "Pomysł mężczyznom pomaga zapanować nad zakupami, a kobietom nad mężczyznami. Od teraz żona nie musi dzwonić do męża i podawać przez telefon, o co uzupełnić listę zakupów. Wystarczy dopisać produkty do wspólnej internetowej listy Listonic, a chodzący po sklepie, od razu zobaczy zmiany. I kupi, co potrzeba".

Zamiast kartki, weź telefon

Jak działa pomysł? Załóżmy, że planujemy spotkanie ze znajomymi. Dobra muzyka, drinki, jedzenie. Przepisów na smakołyki zwykle szukamy w internecie. Ale potem listę składników trzeba przepisać na kartkę. - I łatwo ją zgubić - mówi Łukasz Leśniak, szef marketingu w Listonic.

Teraz może być prościej. Wystarczy wejść na stronę z poradami kulinarnymi, np. palcelizac.pl i wybrać przepis. A potem kliknąć na zamieszczoną pod nim literę "L" jak Listonic. Przepis zmienia się w listę zakupów i przenosi ją na nasz telefon komórkowy.

Co więcej, aparat segreguje produkty według kategorii. - U nas bułki lubią się z chlebem, a mleko z jogurtem i serem - opisuje obrazowo Leśniak. - Dzięki temu chodząc po hipermarkecie, nie trzeba wracać do alejki z nabiałem po kefir, który zaplątał się na końcu listy, za chemią gospodarczą.

Listonic założyli trzej 25-latkowie, koledzy z informatyki na Politechnice Łódzkiej: Filip Miłoszewski, Piotr Wójcicki i Kamil Janiszewski. Zdecydowali się na to rok po skończeniu studiów. - Dużo dał nam wyjazd na stypendium do Coventry w Wielkiej Brytanii - ocenia Filip. To tam przekonali się, że mogą robić, co chcą, realizować własne pomysły i na nich zarabiać. - W Polsce każdy młody człowiek jest jak kula toczona w rynnie - porównuje Kamil. - Wiadomo, że musi wybrać liceum, potem skończyć studia, a pod ich koniec szukać pracy. Na Wyspach powiedzieli nam, że mamy różne drogi. To my wybieramy i możemy robić to, co lubimy. A gdy w dodatku uznamy, że da się to sprzedać, zrobiliśmy pierwszy krok do sukcesu we własnym biznesie.

A skąd pomysł z zakupami? Wszak to - tak się przynajmniej przyjęło - damska sprawa. - Nieprawda, bardzo często robią je mężczyźni - uważa Piotr Wójcicki.

Przede wszystkim jednak młodych informatyków interesowało tworzenie nowych funkcji i usług do telefonów komórkowych. Gier było już mnóstwo, nie brakowało komunikatorów do rozmawiania czy programów graficznych. A czegoś ułatwiającego robienie zakupów, czyli niemal codziennego obowiązku każdej rodziny, nie było.

Pół kilo koktajlowych, proszę

Od początku więc pomysł wydawał im się dobry. Bali się jednak od razu postawić wszystko na jedną kartę. Nie musieli brać kredytów, biznes nie wymagał nakładu, ale wiadomo - po studiach chcieli zarabiać, być niezależni od rodziców. Plan mieli taki: dwie trzecie czasu pracują zarobkowo, by się utrzymać. Jedną trzecią przeznaczają na rozwój pomysłu, czyli listy zakupów. Tym większą mieli satysfakcję, gdy projekt zdobywał kolejne nagrody, m.in. doceniony został w konkursie Raiffeisen Banku i "Gazety Wyborczej", gdzie znalazł się w trzynastce najlepszych spośród 1,4 tys. zgłoszonych.

Dzięki wyróżnieniom pojawił się też sponsor - fundusz Venture Capital (BBI Seed Fund). Uwierzył, że firma ma potencjał i włożył w nią niemałe pieniądze. - Od tego momentu mogliśmy pracować tylko nad listą zakupów. Zatrudniliśmy osobę zajmującą się marketingiem - wspominają młodzi mężczyźni.

Promocja firmy sprawiła, ze posypały się kolejne nagrody. W konkursie Urzędu Miasta Łodzi "Innowacyjni i Kreatywni" spółka zdobyła najwyższe wyróżnienie i główną nagrodę pieniężną - 20 tys. zł.

Zdobyła też wsparcie unijne. Łodzianie już dwa razy otrzymali dofinansowanie - w sumie Unia w dwóch projektach dołożyła niemal 350 tys. zł! Jeden z nich umożliwił spółce zlecenie pewnych prac.

- Chodziło o rozumienie języka, jakim ludzie piszą listy zakupów - mówi Łukasz. - Komputer musi rozumieć klienta, który chce zamówić zakupy. Gdy wpisze 1/2 koktajlowych, to pewnie chodzi mu o pomidory, te małe koktajlowe i chce ich dokładnie pół kilo.

Gdy wpisze płatki, mogą to być chrupki do mleka, ale też kosmetyczne. A gdy potrzebuje "sól", to raczej przyprawę, a niekoniecznie solone chipsy. Politechnika Łódzka stworzyła algorytm, dzięki któremu komputer będzie wyczuwał nasze intencje. - Nie musieliśmy sami zgłębiać tej dziedziny nauki. Nie musieliśmy wyważać otwartych drzwi, mogliśmy się skupić na innych zadaniach - mówią właściciele Listonica.

Wartość tego projektu to 12 tys. zł. W ramach konkursu "Bon na Innowacje" zdobyli aż 80 proc. dofinansowania z POIG.

Nowy pomysł: co gdzie tanio

Dziś Listonic to dziewięciu panów i jedna współpracująca kobieta. Firma się rozwija i ma coraz więcej pracy.

Dostarcza jej też BBI Seed Fund, który ma centralę w Warszawie i pomaga łodzianom podbić także tamtejszy rynek. Wspólnie prowadzili rozmowy z operatorem Orange. Przedstawiciele tej sieci także w łodzian uwierzyli. Podpisali umowę o współpracy. Dzięki niej Orange wysyła SMS-y i maile do klientów, by zainteresować ich nową usługą - listą zakupów na telefon.

- Mamy program wspierania ciekawych i dobrych pomysłów. Projekt Listonic doskonale się w nasze działania wpisuje - mówi Dariusz Partyka, dyrektor portali w Orange.

Już dziś zakupy z Listonic robi 45 tys. Polaków. Po akcji Orange będzie ich pewnie dużo więcej.

Łódzka spółka ma też kolejne pomysły. Będzie na przykład współpracować z hipermarketami. Rozmawia m.in. ze sklepami Frisco.pl, Alma24.pl, A.pl i DoDomku.pl. Listonic także w nich pomoże zrobić zakupy. W pierwszej kolejności usługa zostanie wprowadzona w Warszawie, bo tam klienci zakupy spożywcze przez internet robią częściej i wydają na nie więcej. - Ale takie tendencje będą w całej Polsce - mówią pracownicy Listonic.

Polacy narzekają na brak czasu. A zakupy przez internet pozwalają nam go zaoszczędzić. Dowóz wędliny, owoców czy nawet ciężkich opakowań mleka i napojów jest zwykle tego samego dnia i najczęściej bezpłatny (pod warunkiem, że kupimy np. za minimum 100 zł). Co ważne, nie musimy mieć odliczonej gotówki - można zapłacić kartą. Wychodząc naprzeciw zamawianiu w sieci, młodzi łodzianie stworzyli portal coTanio.pl. Wartość projektu to 518 575 zł, z czego Unia dołoży 65 proc. w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

Serwis pomaga nam sprawdzić, gdzie kupimy najtaniej. Na przykład chcemy zrobić zakupy spożywcze, mamy listę 20 produktów. Potrzebujemy m.in.: chleb wieloziarnisty, żółty ser, mąkę, słodkie jabłka. Po wpisaniu nazw poszukiwanych produktów portal sprawdzi, w którym z internetowych sklepów zapłacimy najmniej. Pokaże też, ile kosztowałyby zakupy we wszystkich internetowych sklepach. Serwis odnajdzie produkty konkretnych marek, a gdy ich nie będzie, zaproponuje zamienniki.

W Warszawie Listonic współpracuje z trzema sklepami, w Łodzi z dwoma. Ale rozmawia z kolejnymi. - Podejrzewamy, że spożywczych sklepów internetowych powstawać będzie coraz więcej. Będziemy je zachęcać do współpracy - zapowiadają łodzianie.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład