"Pasek": szkice z dziejów świetności i upadku

Jędrzej Słodkowski
29.07.2010 , aktualizacja: 29.07.2010 14:26
A A A Drukuj
Przez kilkanaście lat pasaż Schillera był areną happeningów, demonstracji i akcji artystycznych. O pasażu Schillera w przededniu przebudowy - pisze Jędrzej Słodkowski
Pasaż Schillera - stumetrowy rożen od Horteksu do budynku NOT-u, na którym jeszcze niedawno pichciło się towarzysko-artystyczne życie młodej Łodzi. Codziennie tędy przechodzę, spoglądając z nadzieją: może ktoś siedzi? Ale nikt nie siedzi. Trawa jest zieleńsza niż "za moich czasów", kwiaty bardziej kolorowe. Tylko ludzi nie ma. Dziś na "Pasku" się już nie siedzi.

W roku 2000 poszedłem do III LO, zamykającego pasaż Schillera od strony ul. Sienkiewicza. Podczas ślubowania w auli przysięgaliśmy, że po lekcjach będziemy uczęszczać na "Pasek". I wielu uczniów ślubów dotrzymywało. Godzinka po szkole na "Pasku" była wpisana w plan lekcji. Wystarczyło usiąść i po kilkunastu minutach zjawiali się znajomi. Albo nieznajomi, nudno nie było, bo na pasaż schodził się pierwszy garnitur oryginałów z całej Łodzi. "Pod Leonem" umawialiśmy się na randki, stąd wyruszaliśmy na imprezy, koncerty, na piwo do parku Sienkiewicza. Wszystkie drogi prowadziły pod Hortex.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że jesteśmy ostatnimi obywatelami republiki "paskowej". Zmieniła się kultura spędzania wolnego czasu. Młodsi od nas woleli kisić się w pubach, siedzieć w domu przed komputerem. Kulturotwórczo-towarzyska misja pasażu Schillera dobiegła końca. A kiedy się zaczęła?

Pasaż ożywił się wraz z happeningami Galerii Działań Maniakalnych, łódzkiej odnogi Pomarańczowej Alternatywy. - Otwarta przestrzeń w środku Piotrkowskiej. Nie było lepszego miejsca. W piśmie "Przegięcie Pały" pisaliśmy o pasażu jako o Mekce Sztuki Ulicznej - wyjaśnia Egon Fietke, współorganizator "pomarańczowych" happeningów i działań grupy artystycznej Wspólnota Leeeżeć. - Jesienią 1989 r. wymyśliliśmy akcję, której celem było wykopanie z klepiska w pasażu telewizora owiniętego w całun. Zjawiliśmy się tam o piątej rano, by go najpierw zakopać, ale napotkaliśmy ekipę z buldożerem. Akurat zaczynał się remont. Gdy zobaczyli, że nie możemy sobie dać rady, bo w ziemi było pełno gruzu, pomogli koparką. Władza już wówczas wycofała się z ulicy. Pasaż był do wzięcia. W latach 1993-94 Wspólnota Leeeżeć bezkarnie odpalała petardy z saletry podczas akcji "Krótkie zdarzenie z siekierą i kotami".

- Byłem wówczas w liceum. Podczas jednego z happeningów Skiba rozrzucał z dachu kiosku książki i jedną z nich dostała w głowę dziewczyna, z którą wówczas tam byłem - wspomina ze śmiechem Maciej Werk, lider zespołu Hedone i dyrektor festiwalu Soundedit. Był jednym z wielu łódzkich muzyków, którzy w latach 90. przynajmniej od czasu do czasu przesiadywali w pasażu. Dziś mieszka tuż obok.

W czasie gdy "pasaż był do wzięcia", tłumnie zaczęli gromadzić się punkowcy. I nie tylko pod Horteksem, ale także po drugiej stronie Piotrkowskiej, w zabudowanej parę lat temu bramie. - Wytworzył się nawet zabawny podział. Po jednej stronie zbierali się punkowcy "świadomi", a po drugiej "nieświadomi" - wspomina Wiktor Skok, muzyk i artysta wideo, filar łódzkiego undergroundu. - Ale w końcu lat 90. na pasaż przychodzili już wszyscy. Świątek, piątek, dzień i noc trwał wielki karnawał. W tym także karnawał głupoty i pijaństwa. Nie traciłem już tam czasu.

Smutny, pusty, obskurny - tak mówią o dzisiejszym "Pasku" moi rozmówcy. Trzeba go wymyślić na nowo. Dziś dowiemy się, jaki pomysł na niego mają architekci zaproszeni do konkursu przez Miejską Pracownię Urbanistyczną.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład