Jak zmieniła się Piotrkowska: znikły tory, asfalt neony

- opowiada Piotr Biliński, architekt miasta w latach 1990-1997.
26.07.2010 , aktualizacja: 26.07.2010 21:48
A A A Drukuj
Piotrkowska zaczęła się zmieniać w 1993 roku. Na pierwszym odcinku znikły tory tramwajowe, asfalt i pojawiła się nowa nawierzchnia oraz kontrowersyjne latarnie. Wraz z remontami elewacji kamienic na Piotrkowskiej ubywało migających neonów. Jak Piotrkowska zmieniała wtedy wizerunek
Łódź - ul. Piotrkowska
Fot.Tomasz Stańczak / AG
Łódź - ul. Piotrkowska
Zaczęło się od Michaliny Tatarkówny-Majkowskiej, I sekretarz komitetu wojewódzkiego PZPR. To ona na początku lat 60. wprowadziła na Piotrkowskiej deptak. Wprawdzie był tylko przez rok, ale w każdej kolejnej dekadzie pojawiał się pomysł, żeby deptak przywrócić. Pamiętam jak miałem może sześć lat kiedy przyjeżdżałem z rodzicami w soboty i niedziele pospacerować po Piotrkowskiej. Zachwycały mnie wtedy neony. Było ich mnóstwo, niektóre ruchome. To jedno z pierwszych wspomnień z ulicy Piotrkowskiej.

12 lipca 1990 r. zostałem architektem miasta. Wspomnienia z dzieciństwa kiełkowały i od samego początku przymierzyłem się, by wprowadzić deptak. Początkowo nie było pieniędzy, a poza tym zrobienie deptaka było trudne mentalnie, bo jak tu w biedzie przeprowadzić taką inwestycję? Nie było pretekstu, aż wreszcie znalazł się. W 1993 r. odbywało się Światowe Spotkanie Łodzian. Zaproponowałem przebudowę pierwszego odcinka Piotrkowskiej od Nawrot/Zamenhofa do Tuwima/Andrzeja Struga. Trzeba było najpierw przebudować sieć energetyczną, gazową, wodociągi. Gestorzy sieci zgodzili się to zrobić na własny koszt. Poszedłem do Grażyny Korasiewicz, która wówczas zarządzała finansami miasta i powiedziałem, że skoro gestorzy dają połowę, to niech miasto wyłoży połowę na nawierzchnię. Znalazła pieniądze. Na zarządzie miasta wszyscy wysłuchali projektu. Zapadła cisza. To był kwiecień, a Światowe Spotkanie Łodzian miało być we wrześniu. Prezydent Grzegorz Palka zadał tylko jedno pytanie: "Czy gwarantuje pan, że uda się zrealizować na Światowe Spotkanie Łodzian?". Potwierdziłem. Palka na to: "To podejmujemy taką decyzję". Prace rozpoczęły się.

Kostka

Na chodnikach była układana kostka, żeby można ją było demontować na potrzeby gestorów sieci. Na jezdni był beton matrycowany. Wylewa się beton z dobrej betoniarni, dodaje barwniki i matrycuje. To idzie bardzo szybko, a my nie mieliśmy czasu. Popełniono jednak błąd. W sierpniu były wielkie upały i - podejrzewam - kierowcy, którzy wozili beton na miejsce, dolewali wody, żeby nie zastygł. I to była przyczyna, że po paru latach zaczął się kruszyć. Kiedy budowano Pomnik Łodzian Przełomu Tysiąclecia, ostatecznie wymieniono go na kostkę. Tydzień przed Światowym Spotkaniem Łodzian prace skończyliśmy.

Ludzie odebrali zmianę pozytywnie i chętnie przychodzili na tę ulicę. Fundacja Ulicy Piotrkowskiej zaczęła organizować festyny.

Latarnie

Wychodziłem z takiego założenia: na Piotrkowskiej nie było latarni i nie można było mówić o typie latarni z Piotrkowskiej (były tylko pojedyncze gazowe). Uważałem, że dobrze w takiej sytuacji dołożyć elementy z czasów, w których żyjemy. Wybrałem wzór prosty i neutralny. Fakt, że nie dają intensywnego światła. Piotrkowską miały oświetlać witryny - tak wtedy zakładałem, ale było to naiwne. Z czasem sklepy przestały być bogate i witryny nie oświetlały ulicy. Brakowało nam pieniędzy więc niektóre latarnie ufundowały m.in. Radio Łódź, Restauracja Lyon.

Neony

Jako dziecko zachwycałem się neonami na Piotrkowskiej, a potem sam je zlikwidowałem. Zlikwidowałem także oświetlenie świąteczne tzw. sznury od bielizny. Neony są bardzo ładne wieczorem, ale stalowa konstrukcja za dnia wyglądała fatalnie. Patrząc na Piotrkowską widać było dach ze sznurków z żarówkami i przypadkowe konstrukcje neonów. Zacieniało to obraz tej ulicy i piękną perspektywę, którą zamykał kościół Najświętszej Marii Panny. Żeby podkreślić architekturę XIX-wieczną, należało usunąć to, co przeszkadzało w jej odbiorze. Te neony były powiązane ze sklepami, które przestawały istnieć. Jak nie było sklepu, to nie miał kto utrzymywać i naprawiać neonów. Znikały sukcesywnie przy remoncie elewacji. Dawałem zgodę na demontaż, albo nawet sugerowałem demontaż. Zaczęły się remonty elewacji. To też był moment trudny politycznie, bo zarzucano, że nie remontujemy całych kamienic, tylko elewacje. Ale pieniędzy wystarczało tylko na tyle. Potem i prywatni właściciele poszli za naszym przykładem.

not. wiol

Podziel się

  • 58 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład