"Kochanówka": Szpital z horroru, horror w szpitalu

Bartłomiej Dana
11.12.2009 , aktualizacja: 11.12.2009 18:43
A A A Drukuj
Połamane gałęzie, których nikt nie sprząta, rozpadające się budynki z wybitymi szybami i sterty butwiejących śmieci. A w oddali - ujadanie psa. Sceneria do filmu grozy z początku ubiegłego wieku? Nie, to łódzka Kochanówka...

Fot. Bartłomiej Dana
Specjalistyczny Psychiatryczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Łodzi nazywany "Kochanówką" jest na skraju załamania.

Tym razem nie chodzi o niewypłacone pensje lekarzy czy strajk pielęgniarek, które zamierzają odejść od łóżek chorych pacjentów. Ale wystarczy spojrzeć na otoczenie szpitala...

Kochanówka wygląda tragicznie. Z betonowego płotu, który otaczał szpital, zostały pojedyncze przęsła. Mieszkańcy ul. Spadkowej, zamiast obchodzić szpital dookoła, skracają sobie drogę i przechodzą przez jego teren. Co się stało z płotem, zdradza Dariusz Dulaj, zastępca dyrektora szpitala ds. administracyjno-eksploatacyjnych: - Część została rozebrana przez firmę, która od strony północnej buduje osiedle domków jednorodzinnych. Na początku 2010 roku firma zobowiązała się odbudować ogrodzenie. Jednak żeby otoczyć cały teren szpitala parkanem, potrzebne są ogromne pieniądze. Póki co, my ich nie mamy.

Na prawo od prowizorycznego wyjścia stoi kaplica z chłodnią. Budynek pokryty jest wielkimi, wulgarnymi bohomazami, których nie brakuje również na innych budynkach szpitalnych. Dyrektor nie zamierza napisów zamalowywać. - W tej chwili brakuje mi farby nawet na oddziały wewnętrzne, w blokach szpitalnych - kontynuuje. - Wiele z pomazanych budynków będzie rozebranych. Dlatego nie będę w nie inwestował.

Kiedy budynki będą rozebrane? - Nie wiem. To też kosztuje - mówi.

Na prawo od przejścia można zobaczyć jeszcze stertę eternitu. Wyjaśnienie? - Rozmawialiśmy z przedstawicielami Ministerstwa Środowiska o planie utylizacji azbestu. Szczegóły będę znał na początku przyszłego roku - odpowiada Dulaj.

Trudno nie zauważyć góry śmieci leżącej przy tym, co z płotu zostało: butelki, puszki, worki wypełnione odpadami, fragmenty sprzętu elektrycznego, meble, opony, stare kołdry, gruz. Wszystko przykryte kilkusezonową płachtą liści. Dulaj: - Potrzeba by pięciu zbrojnych, żeby pilnowali porządku. Śmieci pojawiają się jak grzyby po deszczu. Podrzucają je okoliczni mieszkańcy. Odpady staramy się zbierać na bieżąco, ale nie nadążamy. To zbyt duży obszar.

Wszędzie leżą połamane konary drzew. Jest też apteka, o czym poinformuje kawałek tektury z wypisanymi na niej czarną i czerwoną kredką godzinami otwarcia sklepu. Podobnie jak większość budynków na terenie szpitala, apteka wygląda, jakby zaraz miała runąć. - Budynek apteki w tej chwili jest remontowany - mówi dyrektor. - Zmieniliśmy dach, odnawiamy wnętrza. Trzeba jednak pamiętać, że szpital wybudowano przed wojną. Wiele znajdujących się tu budowli ma wartość architektoniczną. To perełki, których nie można rozebrać. Niestety, na remont tych zabytków nas nie stać.

Północny teren szpitala jest wyludniony. Ciszę przerywa tylko budujące nastrój przeciągłe ujadanie psa. Czy naprawdę niczego nie można zrobić, żeby przywrócić szpitalowi jego zamierzchły urok? - Dwa tygodnie temu byliśmy na spotkaniu z władzami województwa, którzy obiecali pomoc. Liczymy też na pieniądze z programów unijnych. Może, gdy je dostaniemy, coś się ruszy? - zastanawia się dyrektor.

bartlomiej.dana@lodz.agora.pl

Podziel się

  • 32 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład