Dlaczego fińskie uniwersytety współpracują z biznesem?
14.12.2010
, aktualizacja: 13.12.2010 19:08
- U nas 95 proc. dyplomów pisanych jest w firmach - mówi Hannele Teir dziekan Central Ostrobothnia University of Applied Sciences z Finlandii.
ZOBACZ TAKŻE
- Zima zamroziła orliki, ale pieniędzy nie stracimy (02-01-11, 20:13)
- Wolne miejsca w przedszkolu dla ciężko chorych dzieci (27-12-10, 10:00)
- Krzysztof Piątkowski: - Puste szkoły będą łączone (27-12-10, 08:00)
- Służba Więzienna u studentów Uniwersytetu Łódzkiego (16-12-10, 13:23)
- Puzolaki, traworurki. Tych zabawek nie kupisz w sklepie (22-06-10, 10:00)
- Sale wystawiennicze i kawiarnia pod łódzkim botanikiem (17-06-10, 19:34)
Polska na naukę przeznacza 0,6 proc. PKB. Finlandia siedem razy tyle. Ponad dwie trzecie z 7 mld euro pochodzi ze współpracy z uczelni z biznesem. Przedstawicieli COU zaprosił Uniwersytet Łódzki w ramach projektu "Uniwersytet dla pracodawców". We wtorek podczas konferencji na UŁ naukowcy z północy będą opowiadać, w jaki sposób udało im się przekonać do współpracy przedsiębiorców.
- U nas 95 proc. dyplomów pisanych jest w firmach. Studenci sami szukają sobie pomysłu, a przedsiębiorcy chętnie przyjmują ich, bo im się to po prostu opłaca - mówi dziekan uczelni Hannele Teir.
W tym momencie COU prowadzi ponad 80 projektów z firmami. Państwo zmusza uczelnie wyższe do kontaktów z biznesem. Zanim uniwersytet otrzyma rządowe pieniądze na projekt, musi wskazać co najmniej trzy firmy, z którymi będzie go realizować. Poza tym fińskie uniwersytety mają za zadanie wspieranie lokalnej przedsiębiorczości i są z tego rozliczane. Wysokość przyznawanej dotacji zależy m.in. od tego, jak wielu studentów bierze udział w projektach naukowych.
W ten sposób powstaje sieć powiązań i zależności. Większość fińskich menedżerów to absolwenci tamtejszych uniwersytetów. Uczelnie cały czas utrzymują z nimi kontakt, zapraszają do prowadzenia wykładów i podsyłają studentów na praktyki.
- Większość firm z jakimi współpracujemy pochodzi z sektora MSP. One nie mogą sobie pozwolić na wielkie projekty badawcze, dlatego potrzebują nas - tłumaczy Teir.
Na uczelni zatrudnione są osoby, odpowiedzialne za kontakty przedsiębiorcami. One zajmują się wszystkimi formalnościami i menedżerowie nie muszą się o nic martwić.
- Tu każda szanująca się firma współpracuje z uczelniami - mówi dr Grzegorz Szewczyk, wykładowca na COU.
Dr Szewczyk wyjechał do Finlandii 22 lata temu. Zaprosiła go jedna z tamtejszych firm. Kontrakt miał trwać rok, ale naukowiec mieszka tam do dziś. Po wielu latach współpracy z polskimi i fińskimi partnerami został wykładowcą na uczelni.
- Przyjmując mnie do pracy największym atutem nie był tytuł naukowy, a doświadczenie zawodowe jakie posiadałem - wspomina Szewczyk.
System edukacyjny Finlandii jest tak skonstruowany, że każdy ma szansę zdobyć wykształcenie. Przez pierwsze lata edukacji państwo płaci nawet za przybory do pisania. Każdy fiński student nie tylko uczy się za darmo, ale pobiera stypendium w wysokości 500 euro.
- Jesteśmy małym krajem, nie mamy surowców, które moglibyśmy wydobywać. Naszą strategią jest edukacja. To nasza inwestycja w przyszłość - mówi dziekan Teir.
Goście z północy spotykają się też z łódzkimi licealistami. Zachęcają do studiowania w ich kraju. Okazuje się, że koszty nauki w polskiej płatnej szkole wyższej są porównywalne z nauką w Finlandii, bo tam nie płaci się za czesne.
Uniwersytet Łódzki i Central Ostrobothnia University of Applied Sciences podpiszą dziś porozumienie, na mocy którego będą wymieniać się studentami. Wyjazd będzie trwał co najmniej rok i zakończy się podwójnym dyplomem. Po zakończeniu nauki nasi absolwenci będą zatrudniani przy projektach informatycznych prowadzonych przez COU. Pierwszym z nich będzie Jakub Koniuszenny. Student Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej UŁ już odbył czteromiesięczne staż w Finlandii.
- Tam kładzie się większy nacisk na praktykę. Swoje prace zaliczeniowe musiałem robić tak, jakby były przeznaczone dla przemysłu - wspomina Koniuszenny.
- U nas 95 proc. dyplomów pisanych jest w firmach. Studenci sami szukają sobie pomysłu, a przedsiębiorcy chętnie przyjmują ich, bo im się to po prostu opłaca - mówi dziekan uczelni Hannele Teir.
W tym momencie COU prowadzi ponad 80 projektów z firmami. Państwo zmusza uczelnie wyższe do kontaktów z biznesem. Zanim uniwersytet otrzyma rządowe pieniądze na projekt, musi wskazać co najmniej trzy firmy, z którymi będzie go realizować. Poza tym fińskie uniwersytety mają za zadanie wspieranie lokalnej przedsiębiorczości i są z tego rozliczane. Wysokość przyznawanej dotacji zależy m.in. od tego, jak wielu studentów bierze udział w projektach naukowych.
W ten sposób powstaje sieć powiązań i zależności. Większość fińskich menedżerów to absolwenci tamtejszych uniwersytetów. Uczelnie cały czas utrzymują z nimi kontakt, zapraszają do prowadzenia wykładów i podsyłają studentów na praktyki.
- Większość firm z jakimi współpracujemy pochodzi z sektora MSP. One nie mogą sobie pozwolić na wielkie projekty badawcze, dlatego potrzebują nas - tłumaczy Teir.
Na uczelni zatrudnione są osoby, odpowiedzialne za kontakty przedsiębiorcami. One zajmują się wszystkimi formalnościami i menedżerowie nie muszą się o nic martwić.
- Tu każda szanująca się firma współpracuje z uczelniami - mówi dr Grzegorz Szewczyk, wykładowca na COU.
Dr Szewczyk wyjechał do Finlandii 22 lata temu. Zaprosiła go jedna z tamtejszych firm. Kontrakt miał trwać rok, ale naukowiec mieszka tam do dziś. Po wielu latach współpracy z polskimi i fińskimi partnerami został wykładowcą na uczelni.
- Przyjmując mnie do pracy największym atutem nie był tytuł naukowy, a doświadczenie zawodowe jakie posiadałem - wspomina Szewczyk.
System edukacyjny Finlandii jest tak skonstruowany, że każdy ma szansę zdobyć wykształcenie. Przez pierwsze lata edukacji państwo płaci nawet za przybory do pisania. Każdy fiński student nie tylko uczy się za darmo, ale pobiera stypendium w wysokości 500 euro.
- Jesteśmy małym krajem, nie mamy surowców, które moglibyśmy wydobywać. Naszą strategią jest edukacja. To nasza inwestycja w przyszłość - mówi dziekan Teir.
Goście z północy spotykają się też z łódzkimi licealistami. Zachęcają do studiowania w ich kraju. Okazuje się, że koszty nauki w polskiej płatnej szkole wyższej są porównywalne z nauką w Finlandii, bo tam nie płaci się za czesne.
Uniwersytet Łódzki i Central Ostrobothnia University of Applied Sciences podpiszą dziś porozumienie, na mocy którego będą wymieniać się studentami. Wyjazd będzie trwał co najmniej rok i zakończy się podwójnym dyplomem. Po zakończeniu nauki nasi absolwenci będą zatrudniani przy projektach informatycznych prowadzonych przez COU. Pierwszym z nich będzie Jakub Koniuszenny. Student Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej UŁ już odbył czteromiesięczne staż w Finlandii.
- Tam kładzie się większy nacisk na praktykę. Swoje prace zaliczeniowe musiałem robić tak, jakby były przeznaczone dla przemysłu - wspomina Koniuszenny.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów




więcej zdjęć